Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/374

Ta strona została skorygowana.


— Nie pierwszy to już raz mówimy o tem z tobą, jedyne dziecko moje, ale teraz... teraz, jeśli nie mylę się, nadchodzi dla ciebie chwila, w której przejąć się cała powinnaś wszystkiem, coś kiedykolwiek odemnie słyszała, a także przypomnieć sobie wszystkie smutne widoki, która miałaś przed oczami swemi, a które powinny były nauczyć cię wiele... wiele... Mówię to o sobie... drogie dziecię! Jam, wychodząc za ojca twego, kochała go... był to w istocie piękny bardzo mężczyzna, twój ojciec, o!... mógł się bardzo podobać każdej młodej pannie... Posiadał on do tego najlepszą opiniją — nikt powiedzieć o nim nie mógł inaczej, jak że był człowiekiem nadzwyczaj rozumnym i nadzwyczaj prawym... Mogłam więc, zdaje się, posiadać pewność że będę z nim szczęśliwą... nieprawdaż? I w istocie, szczęśliwą byłam przez pierwsze lat parę, to jest póty dopóki nie rozwiał się czar pierwszych złudzeń i wzruszeń... dopóki miłość nasza trwała w całej świeżości swej i powiem prawdę, w całej swej ślepocie... Taki jednak czar, taka ślepota nigdy dziecię moje, długo trwać nie może na biednym świecie naszym, a gdy rozwieje ją czas nieubłagany, trzeba nam wtedy do szczęścia codzien-