Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/385

Ta strona została skorygowana.


Tu p. Żulieta poniosła chustkę do oczu i zapłakała cicho lecz rzewnie. Oczy Delicyi zrosiły się także łzami. Objęła ona matkę silnym, gorącym uściskiem i całując ręce jej, twarz i oczy szeptała:
— Biedna, biedna, najlepsza, najdroższa mamusiu!..
— Widzisz więc droga moja, mówiła dalej p. Żulieta, co znaczą bogactwo i ubóstwo i jaką rolę gra w życiu kobiety — zamąż pójście. Od tego cała przyszłość nasza zawisła... nie o większej więc lub mniejszej przyjemności przemijających wrażeń myśleć powinnyśmy gdy krok ten czynimy...
Tu p. Żulieta w przystępie gorączkowej prawie czułości, znowu córkę swą w ramiona ujęła.
— O! zawołała, ja dla ciebie zawsze, zawsze spodziewałam się czegoś lepszego, świetniejszego jak to czego dostarczyć mogła nieznośna parafia nasza! Nie chciałam cię dać żadnym Tutunfowiczom ani Kobyłkowskim... nie dla nich bowiem stworzoną jesteś, ani dla takiego losu, któryby oni zapewnić ci mogli... Ty byłaś zawsze najmilszą pieszczoszką, najkosztowniejszą perełką moją... byłaś... daj uszko... powiem ci pod sekretem...