Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/405

Ta strona została skorygowana.


Nazajutrz o dość wczesnej południowej godzinie, dwaj bracia Kniksowie zajechali niezmiernie eleganckiemi sankami i bardzo pięknemi końmi przed wyniosły i ozdobny ganek pałacowy. Gdy przebywali wschody gankowe, na twarzach ich malowała się błogość niewypowiedziana. Otworzyły się nakoniec przed nimi wysokie progi budowy tej, która niby pałac zaczarowany i im niedostępny, przesuwała się tylko dotąd przed ich oczami, ilekroć mijali ją sąsiedniemi drogami do równych sobie przyjaciół swych i rówieśników, Tutanfowiczów, Kobyłkowskich lub Trzewikowskich, dążąc.
Cezary przyjmował gości swych, zwyczajem zresztą u wielkich potentatów bardzo przyjętym, przez pełnomocnika swego, którym na ten raz, jak w mnóstwie innych razów, był Pawełek. Nie znaczy to wcale, aby młody hrabia nie wyszedł na spotkanie braci Delicyi, serdecznie rąk ich nie uścisnął i do salonów ich nie zaprosił — bardzo niezręcznym wprawdzie, nie hrabiowskim giestem. Owszem, uczynił on to wszystko; ale później Pawełek już zabawiał młodych Kniksów rozmową i częstował ich myśliwskiem śniadaniem, hr. Cezary zaś oddawał się po większej