Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/447

Ta strona została skorygowana.


przed matką i stryjami drży podobno jak niemowlę! no, ale my tam będziemy także! Delicyo! zawołaj Justysi i Agatki! niech pakują rzeczy do drogi prędko! prędko! Henryk pojedzie z nami, im więcej nas będzie, tem lepiej! Władysławie! biorę tymczasem wszystkie pieniądze jakie są w domu! Za tydzień najdalej przyślesz nam więcej!
Dom cały napełnił się krzątaniną nadzwyczajną.
Delicya z zarumienioną twarzą i oczami błyszczącemi od radości, sama wyciągała na środek pokojów kufry i tłómoki, rzucała w nie co tylko podpadło pod jej rękę, wołając nieustannie: do Warszawy! do Warszawy! Raz przebiegając od jednego kufra do drugiego, pochwyciła wpół krzątającą się też gorączkowo matkę i szepnęła jej na ucho:
— Doprawdy, mamciu! gotowabym tego biednego Cezarego kochać choćby już za to, że przez niego do Warszawy jadę! Ale... dodała, ja go i tak lubię... doprawdy mamciu, lubię go coraz więcej...
Gdy rzeczy już były ułożone, Delicya ochłonęła nieco ze zbytku wzruszenia i zamyśliła się czegoś na chwilę, smutnie trochę.