Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/472

Ta strona została skorygowana.


żając, przyszedłem do przekonania, że każdy a każdy człowiek na świecie musiał mieć pradziada i każdego matkę któśkolwiek rodzić musiał. N’est ce pas! Widzę już że masz wielką ochotę mię łajać — ale nie bardzo się tem martwię, bo wiem doskonale, że ochota ta długo nie potrwa. Un tout petit baiser, cher papa, et revenons à nos moutons.“
„Szalenie tu wesoło. Powiadają że odkąd dwór tu przebywa, miasto zyskało dużo na przepychu i wesołości. Jaki ruch na ulicach! co za głosy w teatrach! Na każdym kroku świecą ci w oczy i śpiewają w uszy kawiarnie i rajskie ogródki! A kobiety!.. Nie, cher papa, kto włoszek nie znał, nie znał kobiet. Oczy jak czarne gwiazdy, włosy jak królewskie korony, uśmiechy jak kielichy pieniącego się szampana, nózie na ćwierć łokcia długości... najwyżej! Jestem też ciągle za domem, a raczej za hotelem i znajduję że doprawdy życie jest piękną, nadzwyczajnie piękną rzeczą, szczególniej gdy kto jak ja ma młodość, zdrowie, dobry humor i najlepszego, najpobłażliwszego pod słońcem papę!“
„A! zapomniałem o jednej jeszcze rzeczy zupełnie niezbędnej! Trzeba mieć także pieniądze,