Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/520

Ta strona została skorygowana.


przecież wszedłszy z rana do sypialnego pokoju młodego hrabiego, Pawełek znalazł go siedzącym przed zwierciadłem i z wielką starannością osypującym długą, kościstą twarz swą subtelnym pyłkiem ryżowego pudru. Pomimo posępnego zamyślenia swego, Pawełek nie mógł wstrzymać się od śmiechu.
— Co to takiego robisz? Cezary, zapytał.
Cezary zmięszał się ogromnie.
— Widzisz Pawełku, wyjąkał, nie śmiej się doprawdy ze mnie, ale jestem taki brzydki... i mam twarz tak ciemną jakąś, chropowatą... a... a panna Delicya mówiła wczoraj, że podobają się jej najlepiej mężczyzni z białemi twarzami...
Innym razem Pawełek spotkał zakochanego młodzieńca na ulicy idącego śpiesznie z ogromną więzią cieplarniowych kwiatów w ręku.
— Śliczne kwiaty! zauważył.
— To dla niej, szepnął Cezary, ona Pawełku nadzwyczaj lubi kwiaty... tęskni za niemi... nie uwierzysz jak jestem szczęśliwy, że tem przynajmniej sprawić jej mogę przyjemność!..
— Wszystko to dobrze, odparł Pawełek, ale kiedyż nastąpi koniec?
— Jaki koniec, Pawełku?