Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/521

Ta strona została skorygowana.


— A no wesele twoje z panną Delicyą!
Radość zniknęła z twarzy Cezarego, a zastąpił ją wyraz rozpaczliwego zwątpienia.
— Ach mój Pawełku! jęknął, żebym ja sam o tem mógł wiedzieć!..
— A któż cię w powzięciu wiadomości tej zastąpić może, nikt z pewnością. Powinieneś się zdecydować.
Cezary milczał długo.
— Mój Pawełku, wymówił nakoniec prędko, porywczo niemal, jakże tu zdecydować się kiedy nikt a nikt, mówić zemną teraz nie chce... Mamie anonsowałem się kilka razy... nie przyjęła mię, kazała powiedzieć, że chora... Stryj Światosław nie przyjmuje mię także... Mścisław albo ucieka odemnie, gdy tylko mię zdaleka zobaczy, albo zaczyna mówić także rzeczy, że ja od niego uciekać muszę, ażeby nie zrobić czegoś... czegoś niedobrego... widzisz mój Pawełku, że jestem zupełnie już wyrzucony z łona mej rodziny...
Ostatnie wyrazy Cezary wymówił z szyderstwem tak niezwykłem w jego ustach, że Pawełek spojrzał na niego z uwagą. Po twarzy młodego człowieka błądził uśmiech gorzki, ale w oku jego malował się żal.