Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/565

Ta strona została skorygowana.


— Chwili spokoju mieć nie można! nie zwracając uwagi na wtrącenie się brata wyrzekał dalej hr. Mścisław, gryzą, męczą, nękają, gniewają! zdaje mi się że wylądowałem gdzieś na wyspę zamieszkiwaną przez dzikie ludy!
— Dziękuję za komplement! śmiał się wciąż hr. Wilhelm, nie potrzebując przecież jak ty Mścisławie gniewać się, aby czuć że żyję — nie gniewam się wcale. Wkładaj frak i jedź z nami na obiad do hrabiego Gucia!
Mścisław stanął na środku salonu i zmąconym jeszcze wzrokiem spojrzał na brata.
— Eh bien! rzekł, pojadę; rozgniewaliście mię, ty Guillaume i Żorż, wściekle... Czuję się jakoś wstrząśnionym...
— E vivo! wkładaj frak Mścisławie! Papa zaraz przyjdzie tu od hrabiny, po nas!
— Mais... mais... nie jestem zaproszony...
Qu’à cela ne tient! poczciwy Gucio rad będzie nieskończenie ze zwiększonej ilości biesiadników! Tiens! a po obiedzie pojedziesz z nami do klubu?
— Żorż! wołał hr. Mścisław, mon frac et ma voiture! i wybierz tam sobie co chcesz z mojej garderoby!