Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/633

Ta strona została skorygowana.


— Następnie, ciągnął Pawełek, dziecię to wyrastając w chłopięcia, szczególnie złym akcentem mówiło po francuzku. Polska krtań jego nigdy z dostateczną charkawością wymówić nie zdołała r francuzkiego. Kiedy już stał się młodzieńcem, konno jeździć było mu bardzo trudno, bo wiecznie zalęknionym i zmieszanym czuł się w obec tych, którzy na niego patrzeli, na kartach się nie znał, broni palnej nie lubił, metressy żadnej nie miał nigdy, w świecie nie sprawił żadnej furory, żadnego brio, od którego nakształt szampana szumiećby mogło imie jego rodowe.... było to już wiele grzechów, aż nadto wiele, aby sprowadzić nań pogardę i niechęć matki naprzód, całej rodziny potem, wszystkich tych nakoniec, którzy przed rodziną tą czołem biją i prochy pochlebniczemi usty zmiatają....
— Tak, powtórzył Cezary, pogardę i niechęć....
Głos jego drżał ponurym, gniewnym już dźwiękiem, Pawełek mówił dalej:
— Ale w dziecięciu tem nielubionem i wzgardzonem, istniały wielkie zarody dobra.... skarby uczucia i skarby może pojętnej myśli.... Było ono szczere, dziecię to czyste jak kryształ, jak dyament, żadną skazą obyczaju złego, lub złej skłon-