Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/671

Ta strona została skorygowana.


— O! daj mu Boże zdrowie, szczęście i długie życie na pożytek ludzki, bo zacny to, dobry, serdeczny chłopak!
Po kwadransie dwaj młodzi ludzie wchodzili do hotelowego mieszkania Cezarego, które oświetlał pokojowiec Jan, wnosząc przed panem swoim kilka świec zapalonych.
— Cóż Cezary, po odejściu służącego zapytał z uśmiechem Pawełek, czy dobrze jest mieć miliony?
Cezary silnie uścisnął dłoń przyjaciela.
— Tak, Pawełku, rzekł z mocą, dziś pojąłem już jasno zupełnie, że miliony mogą dać szczęście. Chwili takiej, jak ta którą przed kwadransem przeżyłem, nie oddałbym za nic... nawet za uścisk kobiety, którą jednak.... tak bardzo kochałem...
Smutek przesunął się znowu po jego twarzy, ale w tejże chwili ujął go za rękę Pawełek.
— Cezary! ja także mam do ciebie prośbę... osobistą prośbę... Pieniędzy od ciebie nie wezmę, mówił dalej po chwili milczenia, za nic nie wezmę, gdyż mógłbyś myśleć, że wszystko co kiedykolwiek mówiłem ci i okazywałem natchniętem było przez uczucie interesowności... Ale... kiedy osie-