Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/672

Ta strona została skorygowana.


dlisz już ich w Białej-górze... proszę cię, zrób mię tam pisarzem prowentowym; pisać i rachować umiem dobrze, zdam się więc na to miejsce...
Cezary zaśmiał się swobodnie.
— Mój Pawełku, rzekł, obejmując ramieniem swym przyjaciela, znajdzie się dla ciebie coś lepszego jak miejsce prowentowego pisarza... Nie wiem jeszcze co, ale pomyślemy o tem obaj i znajdziemy z pewnością...
Słowa te mówił przyjaźnie i wesoło, ale zarazem z taką pewnością siebie i łagodną powagą, że znać było iż w zupełności już uczuł się we właściwej sobie i przez się obranej roli, w roli dobrego i możnego szafarza pociech i wsparć.
Kiedy Pawełek opuszczał wieczoru tego mieszszkanie przyjaciela, na twarzy jego malowało się szczęście wielkie i swoboda umysłu zupełna. Czuł że uczynił wiele dobrego dla syna dobroczyńcy swego, dla tego niedołężnego niedawno pupila swego, którego, nie wiedząc może sam o tem, kochał oddawna serdecznie i czule; przyszłość swą stanowczo już połączył w myśli z przyszłością ukochanej dziewczyny, a ozłacała ją w dodatku nadzieja blizkiej, tak upragnionej mu niezależności. Odrodził się więc w nim dawny