Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/724

Ta strona została skorygowana.


a posępną, wielką komnatę napełniło białe, jak całun jednolite, szare mroki wieczoru wyprzedzające, światło.
Ale i białe owo, ostanie światło dzienne zagasło także zwolna. Wielki figus w marmurowym wazonie wzrastający, rozpościerał po ścianach i suficie komnaty, szerokie, cieniste swe gałęzie. Szary zmrok coraz ciemniejszą falą napływał przez wielkie okna i smutną zasłonę zdawał się opuszczać na wszystkie w komnacie zawarte wytworne i cenne przedmioty. Wyraźnie uwydatniała się ciemna wśród szarej przestrzeni, postać starca przed kominkiem siedzącego z postawą znękaną, z głową nizko na pierś pochyloną, z martwo obwisłemi rękami. A przed posępną postacią tą w powietrzu jakby zawieszony, połyskiwał brylant złożonego na stoliczku pierścienia. Możnaby rzec, iż było to smutne, błyszczące oko, które wychylając się z cieniów, nieruchomo patrzało w twarz człowieka przebierającego teraz w grobowem milczeniu wszystkie długie, liczne dnie nędznie zmarnowanego żywota swego.

KONIEC.