Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 01.djvu/060

Ta strona została skorygowana.

zgłoskami własnych jej skłonności, otrzymuje w zamian zadowolenie, towarzyszące pełnemu i swobodnemu używaniu otrzymanych od natury organów, bądź fizycznych, bądź moralnych.
....W tej ścisłej łączności, wiążącej mnie z moim rodem, i w tej sympatyi, którą dla niego uczuwam, spostrzegam też najgłębszą, i zapewne najstalszą, podstawę moralności. Mogę zwątpić o tem, że ktoś z wysoka postępki moje widzi i waży; mogę nie wierzyć, abym za nie, tu lub gdzieindziej, dziś lub kiedykolwiek, jakąkolwiek otrzymał nagrodę; mogę nawet, w niezmiernem powikłaniu sprzecznych wypadków, obyczajów, pojęć, nie wiedzieć, po której stronie znajduje się prawda i powinność: ale zawsze pewnym być muszę, że istoty mnie podobne, zdolne są tak, jak ja, cierpieć, upadać, marnieć, albo radować się, zwyciężać, wzrastać, że pierwsze przynosi im mękę i ujmę, a drugie — rozkosz i korzyść, że więc ilekroć pierwszego umniejszę, a drugich przysporzę, uczynię dobrze, w mniejszej lub w większej mierze, na drobnym punkcie miejsca i czasu urzeczywistnię ideał dobra. Wszelkiemu zaprzeczeniu, któreby tę wiarę moją spotkało, odpowiedzieć mogę: wiem, jak cierpienie dolega, jak walka nuży i jak poniża upadek.... Człowiekiem jestem.