Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Przędze.djvu/229

Ta strona została uwierzytelniona.

brak, i w tem najgorsza męka nasza! — odezwał się Rumian.
— Ach, tak, tak, tak! — zatrylował Powój; — choć jednego powiewu świeżego powietrza, choć tak słabego, jaki sprawia przelatujące skrzydło skowronka!
— Choć kropli rosy, choć jednej, tak drobnej jak centka na skrzydle motylem! Tak pić chcę, że chyba wkrótce już umrę z pragnienia! — jęczała Chryzantema.
— A mnie — żałosnym tonem ozwał się Bławatek — nic tak mocno tu nie dokucza, jak ta ciągła chęć do kichania! Powstrzymuję się, jak tylko mogę, aby delikatne tkanki moje nie popękały, lecz gdy tylko... za-le-ci mię, gdy tyl-ko za-le-ci...
Tu kichnął raz, drugi, trzeci i okresu rozpoczętego za nic do końca zbudować nie mógł. Ostróżka tymczasem z cicha zaszeptała:
— Co tam kichanie! Mnie do lubego kąkolu mego tak tęskno... tęskno...
A żółty Rumian grobowym basem swym rozpoczął:
— O! miedzo moja rodzinna, miedzo zielona, Rumianami potężnymi, braćmi mymi, najeżona...
Lecz przerwała im śpiew ten Bylica:
— Otóż i znowu wydaje mi się, jakobym wśród dziadów pod kościołem żebrzących siedziała! Nie lubię tego. Takie wyrzekanie i lamenty to brak