Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Przygody Jasia.djvu/33

Ta strona została uwierzytelniona.


Stary odpowiedział, że wie już o wszystkiem od Janka, z którym spotkał się u wejścia do chaty. Tu wszedł i ojciec Wincuka i Marylki, którego przybycie ucieszyło widocznie garncarzowę. Blada twarz jej przybrała wesoły wyraz; podniosła głowę z nad roboty, szyła bowiem przy świetle ognia grubą jakąś koszulę i skinęła głową ku mężowi.
— Wcześnie wróciłeś, Janku — rzekła — myślałam, że chyba po północy skończysz robotę.
Garncarz powiedział, że dopilnowanie nieskończonej roboty powierzył sąsiadom, a sam do domu pospieszył, bo niespokojny był o małego panicza, aby się pomiędzy nieznajomymi ludźmi bardzo nie lękał.
— Ja wcale nie lękam się — głośno i śmiało powiedział Jaś.
— A cóż to, czy to my dzikie zwierzęta, żeby się nas lękać?
Tak ozwał się stary człowiek, który przyszedł z piłą, a teraz, piłę postawiwszy w kącie izby, zdjął siermięgę i na ławie za stołem usiadł.
— Matko! — zawołał do starej — hej matko! pół sążnia drzewa dziś spiłowałem, wieczerza mi się należy!
Stara gderząc i gniewając się za przypomnienie o wieczerzy, zaczęła na trójnóżku skwarzyć kawałek słoniny, a Jaś, zsunąwszy się ze stołka, pociągnął ją z lekka za fartuch.
— Kto to taki? — zapytał, wskazując głową starego.
Baba zaśmiała się znowu tak, że usta jej rozciągnęły się od ucha do ucha.
— Aha! ciekawy jesteś mój paniczyku! No, chodź tu do mnie, zanim słonina uskwarzy się, opowiem ci wszystko: co my za jedni i do czyjej to chaty razem ze śniegiem spadłeś.
Objęła Jasia ramieniem, przytuliła go mocno do siebie i pochylając się nad nim, opowiedziała, że ona sama pochodziła ze szlacheckiej zagrody i młodą będąc, sługiwała po dworach za pokojowę lub praczkę, jak się zdarzyło. Potem wyszła za tego starego, tylko, że nie był wtedy wcale starym. Cieślą był dostatnim a porządnym. Ale nieszczęścia różne im się przytrafiały, na starość nic sobie zebrać nie mogli, a odkąd jedyną córkę wydali za garncarza, mieszkają przy dzieciach. Stary, choć stary