Strona:PL Eugène Demolder - Mała służąca.djvu/27

Ta strona została uwierzytelniona.


adres — dodaje Andzia lękliwie. — Niebardzo umiem pisać.
— Nie martw się, mała, już ja to załatwię. Dostaną list pojutrze.
Bije uroczyście piąta i z przyległego pokoju odzywa się cichy płacz dzieciątka. Andzia biegnie z lekkiem sercem do kołyski i po chwili wzbija się dźwięczny jej głosik. Śpiewa jakąś bretońską piosenkę, melodja rozpływa się echem oddalonych dzwonów:

Tam w dole, w dole gdzieś,
w zielonych sadach cicha wieś,
i świergot ptasi w gąszczach łóz,
i złote łany chlebnych zbóż,
i szafirowe tafle mórz,
i skalnych szczytów srebrny śnieg,
i krwawy, w chmurach śpiący grzmot
i orłów lot.
Na południe bije dzwon,
srebrny dzwon
głośny dzwon...

Głos rwie się, łamie, cichnie i znów wybucha tęskną, smutną melodją:

Serce mi się wciąż wyrywa
do dalekich moich stron,
do tej ziemi ukochanej
serce mi się wciąż wyrywa...
Mnie tu pośród obcych stron
śnią się ciągle złote żniwa,
i ta wierzba i te łany,
i do ziemi ukochanej serce mi się wciąż wyrywa...
(Rydel).