Strona:PL Eugène Demolder - Mała służąca.djvu/36

Ta strona została uwierzytelniona.


niespodzianka. Zuzia z tajemniczą minką objaśniła wszystko, przyniosła szczelnie zamknięte pudełko.
Niespodzianka co się zowie! Dziewczynka mimowoli się uśmiecha i z pośpiechem nadziewa gęś jabłkami. Potem opłukuje śpinak na białej miseczce, obrywa korzonki, przyrządza. Jezu! Co roboty! O dwunastej podaje do stołu, pani przykazała, żeby obiad się nie spóźnił, a tu gęś tłusta, z pewnością dłużej będzie piec się, niż godzinę. Zielone liście śpinaku znów lecą w cebrzyk jednostajną smugą. Szczęściem panna Zuzia sama dzisiaj nakryje do stołu. Pod każdą serwetką ma być jakiś podarunek. A Fipcio pierwszy raz zasiądzie z wszystkimi przy stole, na nowem, wysokiem krzesełku, pod pulchną buzią zawiążą mu białą zasłonkę, zamiast butelki ze smoczkiem dostanie śliczny, srebrny, maluteńki kubek.
— Jakże to będzie zabawnie!
Woda wre już na fajerce. Andzia pogrąża w cebrzyku czerwone, spracowane ręce, wyławia zieleń, wrzuca do rondelka.
Teraz kolej na pieczeń, trzeba ją wsadzić na rożen.
Mała służąca z trudnością wypełnia tę czynność.
Po chwili skwierczy już na silnym ogniu.
— Trzeba prędko podlać!
Otwiera panewkę i chwyta łyżkę z długim, cienkim trzonkiem, polewa umiejętnie, zwilża bez ustanku zrumienioną skórę. W ten tylko spo-