Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/357

Ta strona została przepisana.

Więc wejdę po tych schodach cedrowych na górę
I spojrzę na ćmę ludu, na tę wojska chmurę,
Co oto tak się mnogo, gotowe do boju,
U fal Ismenu zbiegło i u Dirki zdroju.

ANTYGONA.

Pomóż-że, pomóż mnie, młodej,
Wejść na te schody,
Sędziwą podaj mi dłoń.

OCHMISTRZ.

Tu schwyć się mnie, panienko! Przyszłaś w samą porę:
Już wojsko Pelargów skore
W bitewne się szyki układa,
Z gromadą się łączy gromada,
Od broni oddziela się broń.

ANTYGONA.

Hekato, ty córko Latoi!
Od tych spiżowych zbroi
W pobliża i w dali
Cała równina się pali!

OCHMISTRZ.

Nie liche tu zastępy przyszły z Polinikiem:
Hej! szumi wódz ten zbroi i koni bezlikiem!

ANTYGONA.

Czy wszystko w porządku mamy —
Rygle? łańcuchy? bramy?.
Czy spustów miedź dobrze wprawiona
W ciosowy mur Amfiona?

OCHMISTRZ.

Uspokój się! Bezpieczną jest grodu postawa!...
O, spojrzyj na pierwszego, jeżeliś ciekawa.