Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/12

Ta strona została przepisana.

Zadawać, niech wie o tem, że on na to miano
Zasłużył, bo mu cnoty szanować nie dano —
Przewrotną-ci on miarą wszystko w świecie mierzy.

Z izby wychodzi, z wiadrem na głowie

ELEKTRA.

O nocy czarna, gwiazd tych złocistych macierzy!
W twym mroku, z ciężkiem wiadrem na głowie, do zdroju
Po wodę oto spieszę, nie iżbym w tym znoju
Musiała żyć z potrzeby, tylko Ajgisthową
Chcę pychę unaocznić niebiosom i mową
Rozgłośną posłać skargę w te wielkie przestwory
Z powodu mego ojca! Mnie, z mojej komory,
Wygnała rodzicielka, latorośl Tyndara —
Dogodzić chce mężowi, o niego się stara:
Że dzieci ma z nim inne, ta najgorsza z matek
Uważa mnie z Orestem za zbędny dodatek.

WIEŚNIAK.

Przecz dla mnie, dziewko biedna, marnujesz tak życie?
Przecz znosisz takie trudy, w delikatnym bycie
Wyrosła? Ja ci bronię, lecz nie mam posłuchu.

ELEKTRA.

Przyjaciel, równy bogom, jesteś dla mnie, druhu!
Boś nigdy mnie nie skrzywdził w tej mojej niedoli.
Szczęśliwym bywa człowiek, gdy mu los pozwoli
Lekarza znajść takiego, jak ja mam go w tobie.
Jakkolwiek bez nakazu, to i owo zrobię,
By ulżyć twoim troskom, o ile me siły
Wystarczą. Dość ci pracy losy zostawiły
Za domem. Tu ja wszystko przygotować muszę,