Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/34

Ta strona została przepisana.

Ta córa? Do tej chaty jak stroma jest droga!
Umęczy się ta starca zgrzybiałego noga.
A jednak się do lubych wlokę bez szemrania.
Choć grzbiet się pochylony i kolano słania.
(Ujrzawszy Elektrę)
O córko! Już przed domem widzą cię me oczy!
Przychodzę i to jagnię składam ci ochoczy,
Niedawno urodzone, i chleb ci przynoszę
I sera masz gomółkę — wszystko, co me kosze
Chowają, a i stary skarb Dyonizowy,
Przewonny. — Mało-ć tego, lecz trunek to zdrowy,
Gdy zmieszasz go z puharkiem choć płońszego wina,
Każ zanieść to swym gościom, bo na mnie godzina
Obetrzeć sobie oczy tym krajem łachmana,
Gdyż, widzisz, pełne łez są...

ELEKTRA.

Czemu zapłakana
Źrenica twa, mój stary? Czy po długim czasie
Mój los ci się przypomniał? Czy się dusza pasie
Tułaczą dolą brata Oresta? Czy może
Mój ojciec ci na myśli, któregoś we dworze
Na rękach ongi nosił, juści nadaremnie
Dla siebie i swych drogich?...

STARZEC.

Daremnie!... Lecz we mnie
Nie było tyle siły, by, idąc ku tobie,
Nie zboczyć i na jego nie zapłakać grobie.
Sam na sam tam będący, kląkłem na mogile
I, wór ten rozwiązawszy, którym niósł w tę chwilę
Dla gości twych, wylałem zeń krople ofiarne
I mirtu-m rzucił gałąź, gdy wtem jagnię czarne