Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/52

Ta strona została przepisana.

Niech giną nasze wrogi!« Na myśli miał ciebie
I brata Orestesa. W modłach się zagrzebie
Milczących i mój władca — błaga, pełen troski,
Ażeby mógł odzyskać dobytek ojcoski.
Ajgisthos nóż wziął z kosza i z cielęcia głowy
Uciąwszy garstkę sierści, w płomień ją ogniowy
Prawicą swoją rzucił, potem je w te tropy
Zarzezał — na swych rękach trzymali je chłopy
Służebne —, i to czyniąc, ozwie się do brata:
»W Tessalii, gdy kto wołu godziwie rozpłata
I konie kiełzać umie, niezwykłej-ci sławy
Zażywa! Więc, mój gościu, bądź że mi łaskawy,
Bierz nóż i pokaż wszystkim, że mężów Tessalji
Niedarmo się za zręczność i za siłę chwali«.
Ten, nóż dorycki wziąwszy do ręki, płaszcz, świetnie
Spinany na ramionach, odrazu rozetnie,
Pylada ku pomocy zawoła w swem dziele
I służbę odepchnąwszy, pochwyci to ciele
Za nogę i młodzieńcze wyprężywszy ramię,
Odsłoni białe mięso i skórę — nie kłamię —
O, prędzej zedrze z zwierza, niśli jeździec może
Wykonać ten swój wyścig na podwójnym torze,
I wnętrze mu rozpłata... Ajgisthos w swe ręce
Jelita wziął i badał wnętrzności zwierzęce,
Ażeby naruszoną zobaczyć wątrobę
I żyły i naczynia żółciowe, żałobę
Wróżące mu nieszczęsną. I namarszczył czoła.
Lecz pan mój, patrząc na to, odrazu zawoła:
»Dlaczegoś tak posmutniał?« »Zasadzki się boję,
Co przyjdzie na mnie z zewnątrz. Nieszczęście to moje
Ten syn Agamemnona, wróg to z wszystkich ludzi
Największy, mój i domu!..« »Takąć trwogę budzi —