Strona:PL Faust II (Goethe, tłum. Zegadłowicz).djvu/62

Ta strona została przepisana.
KOBIETY
(gwarnie; naraz)

1. Patrzcie go — jak to szczęką kłapie!
2. Która tam bliżej — wal po papie!
3. Głodomór! huzia — huź — do dziury!
4. Razem, na smoka! — to z tektury!!

HEROLD

Cicho! Do kroćset! — Ćmo przebrzydła!...
Lecz niepotrzebny jestem zgoła!
Spójrzcie, jak smok podnosi skrzydła,
ślepiami toczy dookoła,
otrząsa się, chrzęści łuskami,
ogniami sieje, straszny, srogi —
krok stawia, pobłyskuje kłami —
rum sobie czyni — wszyscy w nogi —!

(Pluton zstępuje z wozu)

Zstępuje — z królewską godnością!
skinął, zbliżają się smoki —
i skrzynię niosą z złotością
i ukłon oddają głęboki:
u nóg mu kładą tę skrzynię
w miraży cudacznej godzinie.

PLUTON
(do efeba-woźnicy)

Więc jesteś wolny! trud był nad twe siły;
oby się skrzydła twoje w jasny błękit wzbiły!
Nic tu po tobie! — Odejdź! — Duszne tu opary,
w których, jak w mętnej wodzie roją się maszkary.
Tyś czysty — jasność wielka potrzebna twej duszy,
która jeno tem żyje, czem się w głębiach wzruszy.
Więc kędy piękno, dobro, kędy żywię ład —
leć! — tam, w samotność swoją, własny tworzyć świat!