Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/046

Ta strona została przepisana.

wanie kobiet, i na ich cześć współzawodniczę popisy gładkiego wysłowienia — wkrótce zaś, coraz żywsze barwy w kreśleniu obrazów, coraz wytworniejsze cieniowania uczuć, coraz trudniejsze urozmaicenia w użyciu miar i w plątaninie rymów, zadaniem powszedniej niemal stają się potrzeby. Na początku dwunastego stulecia, Normandowie Sycylijscy przenoszą wpływy te na dwory swoje w Apulii i Kalabryi. aż wreszcie do świeżo ustalonej stolicy w Palermo. Wtedy to, gładzić się tam poczyna język, będący już w całem znaczeniu przyszłą Dantego Włoszczyzną. Nie trzeba bowiem sądzić, żeby on miał coś wspólnego z tą mieszaniną pierwiastków Łacińskich, Byzantyńskick i Arabskich, jakiej tam ludność miejscowa do dziś dnia używa. Przeciwnie, zrodził się on niby wymianą porozumienia z odpowiedniem poczuciem narodowej potrzeby Włoch północnych, w których, od czasu Ligi Lombardzkiej, również w tym kierunku pracować poczęto. Niebawem tedy, wykształciła się z tego mowa dobrego towarzystwa, tak zwana „lingua cortigiana,“ którą na dworach za język potoczny przyjąwszy, tem samem, z pośród powodzi mnóstwa innych dialektów, raz na zawsze, do literackiego użycia, wyróżniono. Przemagały w nim pierwiastki narzecza Toskańskiego; ztąd nic dziwnego, że, jak się niebawem pokaże, w chwilach dla niego mniej przyjaznych, w Toskanii prawie wyłączne znalazł on schronienie — w dalszym zaś ciągu coraz świetniejszą, mimo zaniedbania go przez uczonych, uprawę. Stało się bowiem: że ci ostatni, kiedy ich uniósł zwrot ku wiedzy klasycznej, w przesądnem uwielbieniu dla pomników Starego Bzy mu, Włoszczyznę tę, nic jeszcze do potrzeb naukowych nie urobioną, z dumą od siebie odepchnęli. Tym sposobem przyszło do tego, że ten język, niegdyś z powodu zużycia się łaciny, językiem wybranych (lingua cortigiana) nazywany, dziś sam, z powodu odrodzenia się tejże łaciny, przezwany został mową motłochu (lingua volgare). Na szczęście, nie zasypiali sprawy ci, którym dobro dla wszystkich przystępne na sercu leżało. W tych wiekach tak dalece w pieśni rozmiłowanych, poezyą się szerzył, kształcił i wyszlachetniał język — poezya też, raz się z nim zespoliwszy, już go więcej wydrzeć sobie nie dała. — Pozostawiliśmy ją na dworze Palermitańskim. Tam ona, wzorem Truwerów Prowansalskich, formę coraz wytworniejszą sobie zdobyła, tak, że nie tylko wiersz się ustalił a następnie urozmaicił, ale i rymy w coraz bogatszy sposób się splatając, w strofy nareszcie wiązać się poczęły. Jednakże niebawem, duch tej poezyi,