Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/134

Ta strona została przepisana.
Sonet 60.


Tak mię do ziemi stary ów przygniata
Win moich ciężar, że raz strach mię przejmie:
Czym ja przypadkiem nie jest już w rozejmie
Z tym, przez którego wieczna jest zatrata.
W sam czas, na szczęście, Pan mię mój, jak brata,
Do łona swego wzywać jął uprzejmie —
Cóż, gdy Go znagła oczom mym odejmie
Rażąca wszelki wzrok promienna szata!
Głos jeszcze tylko brzmi w błękitnej głębi:
— O! do mnie smutni lub strudzeni w drodze,
A ja pocieszę was, a ja ochłodzę! —
Gdyby mej duszy dano lot gołębi
Zrządzeniem Łaski lub Miłości jakiej —
Ku Panubym się wzbił w nadziemskie szlaki! —



Sonet 61.
Do Laury.


Nigdy mi ciebie kochać nie dość było,
Ni się też tobą życie kiedy znuży;
Lecz w nienawiści mieć przez ciebie dłużej
Istnienie własne, już mi nie jest miło.
Przeto za napis, niech mi nad mogiłą
Imię twe obok wyjaśnienia służy:
Żem dobił kresu ziemskiej mej podróży
Wcześniej, niż we mnie życie się wyżyło.
Lecz jeśli sercu, co cię czci szalenie,
Śmierć nie koniecznie winna wziąść istnienie,
Niechbyś nareszcie nad niem litość miała.
Gdyż, chcąc je wzgardą zabić, jesteś w błędzie —
Myśl mu o tobie wiecznie życiem będzie,
Za co miłości mej i mnie bądź chwała! —



Sonet 62.


Dopiero wtedy, gdy z nad skroni bladej
W srebrne się nici bujny włos mój zwije,
Bezpieczny będę: że mię już niczyje
Ani dosięgną krzywdy, ani zdrady.
Ni się też wlokąc pierzchliwemi ślady
W okrutne jarzmo wolną oddam szyję.