Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/196

Ta strona została skorygowana.
Sonet 156.

Pędzi łódź moja całkiem zapomniana
Z Charybdy w Scyllę. W koło noc i zima,
I odmęt grzmiących wód, — a ster jej trzyma
Mój wróg zawzięty, w którym dziś mam pana!
Złych myśli zewsząd szumi wzdęta piana —
Obojętnemi patrzę w śmierć oczyma —
Tchnienie tęschnoty wiecznej żagle wzdyma —
Nadzieja nie ma sił doczekać rana!
Żądz rozhukanych prądy, moją własną
Łódź, z mojej winy, szarpią i kaleczą.
A ja ku Laurze patrzę — cierpiąc dla niej —
Lecz gdy jej oczu gwiazdy w mgłach mi gasną,
Zgon mi się zdaje pożądaną rzeczą,
Tak, że zaczynam nie chcieć już przystani! —


Sonet 157.

Sen miałem. Łania biegła przez bezdroże —
Biała — u czoła mając gwiazd żarzewie —
A to się działo tuż przy Lauru krzewie,
O słońca wschodzie, w krasnej wiosny porze.
Było tak pięknem to stworzonko Boże,
Iż porzuciwszy wszystko, w żądz wylewie
Pobiegłem za nią, jak ten, który nie wie
Że skarb znalazłszy, śmierć też znaleźć może
Lecz cóż? — w dyamentach swego naszyjnika
Wyryte miała: — „Niech mię nikt nie tyka —
Pan mię chce wolną mieć!“ — W tem, gdy już sięga
Blask południowy szczytu widnokręga,
Strudzony patrzeć w nią, choć nie dość syty,
Jam w zdrój się stopił, ona zaś w błękity! —


Sonet 158.
Do Laury.

Jak szczęściem wiecznem będzie patrzeć w Boga,
Czego chcę z duszy i mieć w Niebie życzę —
Tak tu, oglądać, Pani! twe oblicze,
W tem życiu marnem jest mi rozkosz błoga!
Ciebie nie widzieć — cóż za ból i trwoga!
Widzieć — wznioślejsze czyliż są słodycze?