Strona:PL Ferdynand Kuraś - Juliusz Tarnowski.djvu/5

Ta strona została uwierzytelniona.

Siedmiu było wszystkich, tych, co się dostali
Żywi do zasieków, w tłum zbrojnych Moskali —
Z bagnetem jak piorun, jak Tytana syny
Natarłszy na wroga znękanej krainy.

I wzmogła się bitwa, aż zapadło słońce,
Echa walki wichrem w hyże poszły gońce;
Zerwał się koń wrzawą bojową spłoszony,
Bez jeźdźca w otwarte popędził precz strony.




Bez pana wróciłeś, koniku ty wrony,
Lecz czemuż tak smutno łeb trzymasz zwieszony
I nie tkniesz obroku, jaki ci podano,
I wonne nad żłobem nie nęci cię siano?

Zbyteczne, koniku, twe nieme powieści,
Bo szybsze od ciebie wichrzane ech wieści
I wieści przeczucia, co szybsze od gromu,
Sławę bohatera rozniosły już domu.

Już on tu nie wróci, klepać cię nie będzie,
Popręgą nie ściśnie, na grzbiet ci nie wsiędzie.
Odpocznij, koniku; na przestronnej błoni
Deptać wonnej trawki nikt ci nie zabroni.




Obok nieodstępnych towarzyszy broni,
Bagnetami skłuty, z kulą w młodej skroni,
W kałuży krwi skrzepłej, odarty z odzieży,
Pośród trupów wroga mężny Juliusz leży.