Strona:PL Feval - Garbus.djvu/104

Ta strona została przepisana.

Było to jakby uderzenie gromu. Szpada wypadła z rąk Neversa.
— Moje dziecko! — powtórzył. — Moja córka w twoich rękach!
Lagarder okrył płaszczem swój cenny ciężar. W ciemności Nevers sądził do tej chwili, że młody, rycerz, posługiwał się płaszczem okręconym koło lewej ręki, jako tarczą. Taki był zwyczaj. Teraz krew mu zastygła w żyłach, na myśl o szalonych ciosach, które dawał na oślep.
Jego szpada mogła...
— Kawalerze — rzekł — jesteś szaleńcem jak ja i wielu innych, ale szaleńcem sztachetnym i dzielnym. Gdyby mi powiedziano, żeś się sprzedał markizowi Kajlusowi, na honor, nie uwierzyłbym w to.
— Bardzo dziękuję — odparł Lagarder, dysząc, jak zwycięzki koń po wyścigach. — Co za grad pchnięć! Książe machasz szpadą, jak wiatrak.
— Oddaj mi córkę!
Mówiąc to Nevers chciał odchylić płaszcz, ale Lagarder uderzył go lekko po ręku.
— Delikatnie! — rzekł. — Obudzisz mi ją!
— Może mi w końcu wytłómaczysz, kawalerze?
— Co za człowiek! Nie pozwolił mi nic mówić, a teraz chce mnie zmuszać, abym mu opowiadał historyę. Uściskaj mi to, ojcze, tylko delikatnie, bardzo delikatnie.