Strona:PL Feval - Garbus.djvu/108

Ta strona została przepisana.

wzruszonym. — Nie znałem cię dotąd. Masz szlachetne serce.
— Ja, — odrzekł śmiejąc się Lagarder — ja mam teraz tylko jedno pragnienie: ożenić się jak najprędzej, aby mieć takiego jasnowłosego aniołka do pieszczoty. Ale sza!
W jednej chwili padł na kolana.
— Tym razem nie mylę się — rzekł.
Nevers pochylił się także ku ziemi.
— Ja nic nie słyszę — odparł.
— Dlatego, że jesteś księciem — odrzekł Paryżanin.
Potem, powstając, dodał:
— Snują się tam od strony wioski i tu na zachodzie.
— Gdybym mógł dać znać Gonzadze, w jakiem się znajduję położeniu — myślał na głos Nevers — mielibyśmy o jedną dobrą szpadę więcej.
Lagarder wstrząsnął głową.
— Wolałbym Kariga i jego ludzi z karabinami — odrzekł.
— Czy przyjechałeś książę zupełnie sam? — zapytał nagle Neversa.
— Z dzieckiem, moim paziem Berichon.
— Znam go; jest lekki i zwinny. Gdyby go można przywołać...
Nevers przyłożył palec do ust i wydał ostry gwizd, podobny głos odpowiedział mu od strony oberży pod “Jabłkiem Adama.“