Strona:PL Feval - Garbus.djvu/161

Ta strona została przepisana.
IV.
SZCZODROŚĆ.

Musiał to być garbus bardzo sprytny, pomimo szaleństwa, które w tej chwili popełniał. Oczy miał żywe i nos orli, czoło śmiało zarysowane pod komicznie wzburzonymi włosami. Przebiegły uśmiech, błąkający się po ustach, zdradzał piekielna złośliwość. Prawdziwy garbus!
Garb jego był okazały, umieszczony w samym środku pleców i wznosił się aż na kark. Z przodu broda dotykała piersi. Nogi dziwnie pokręcone nie miały jednak tej charakterystycznej chudości, która zwykle towarzyszy kalectwu.
Ten oryginalny człeczyna przybrany był w czaimy garnitur o surowej skromności, żabot i mankiety z plisowanego muślinu były olśniewającej białości.
Wszystkie spojrzenia skierowały się na niego, ale to wcale go nie żenowało.
— Brawo! Mądry Ezopie — zawołał Chaverny! — Wydajesz mi się spekulantem zuchwałym i zręcznym.
— Zuchwałym — powtórzył Ezop, patrząc na niego uporczywie — dosyć... Zręcznym, zobaczymy!
Głosik jego zgrzytał, jak dziecinna grzechotka.
— Brawo Ezopie! Brawo! — powtarzano dokoła!