Strona:PL Feval - Garbus.djvu/174

Ta strona została przepisana.

— To ziemie są ci zwrócone.
— Naprawdę? — zawołał markiz.
Potem, wyciągając rękę do Gonzagi, dodał zupełnie poważnie:
— A więc, rzekło się: oddaję się dyabłu!
Gonzaga ściągnął brwi.
Pochlebcy jego czekali na jedno skinienie, aby wyrazi: najwyższe oburzenie.
Chaverny powiódł po wszystkich wzgardliwem spojrzeniem.
— Kuzynie, — rzekł wolno zniżonym głos. Użyczę ci jedynie szczęścia. Lecz gdyby nadeszły złe dni, tłum odsunąłby się od ciebie. Nic obrażam nikogo: to reguła. Chociażby nikt nie został, kuzynie, ja zastanę.

V.
FAENZA I SALDANI.

Zapanowało chwilowe milczenie. Noce rozmyślał nad strojem, jaki przywdzieje wsiadając do królewskiej karety.
Oriol, szlachcic od pięciu minut, zastanawiał się, jakichby wymyślić przodków z czasów; Ludwika świętego.
Wszyscy byli zadowoleni.
Gonzaga rezczywiście nie stracił czasu, asystując rannemu wstawaniu małego króla.
— Kuzynie — rzekł wreszcie mały markiz — pomimo wspaniałego podarunku, jakim mię obdarzyłeś, poproszę cię jeszcze o coś.
— Cóż takiego?
— Nie wiem. czy to z powodu Feuillanti-