Strona:PL Feval - Garbus.djvu/213

Ta strona została przepisana.

mu dawano z wyjątkiem miedzi, ale czyż tam kto miał miedź? Miedź w tych szczęśliwych czasach służyła po to tylko, aby wyrabiać śniedź dla trucia bogatych kuzynów.
Ezop znalazł się na stanowisku od dziesiątej rano. Około pierwszej wezwał kupca z zimnem mięsem — a tych się wielu kręciło na tyra jarmarku papierków — kupił od niego kromkę chleba, piękną pulardę i butelkę wina. Cóż chce cie, wiedział, że mu szło dobrze.
— Hola, Jonaszu — wołali kupcy czekający na jego garb, — czy prędko skończysz obiad?
Ale Jonasz był wspaniałomyślny i odsyłał klientów do Wieloryba. Cóż kiedy dopominano się o Jonasza. Prawdziwą przyjemnością było podpisywać na jego garbie. A przytem Jonasz nie chował języka do kieszeni, a te garbusy są takie cięte! Powtarzano już sobie jego dowcipy.
— Żołnierzu, mój przyjacielu, czy chcesz mojej kury.
Wieloryb był głodny, ale zazdrość go opętała.
— Hultaju! — warknął jednocześnie z Medorem — nie jem niedogryzków!
— A więc przyślij mi psa — odrzekł spokojnie Jonasz — a nie wymyślaj.
— A! Chcesz mojego psa! — krzyknął Wieloryb. — Będziesz go miał, będziesz go miał!
— Zagwizdał i poszczuł.
— Bierz, Medor, bierz!