Strona:PL Feval - Garbus.djvu/243

Ta strona została przepisana.

— Ach, pani, pani! Czy to twoje serce przemawiało? Panna Nevers, twoja córka, pani, bielsza jest od aniołów!
W oczach biednej dony Kruz błysnęły łzy.
Kardynał pochylił się nad księżną.
— Jeżeli niema dowodów dokładnych i poważnych... — po co wątpić?
— Dowodów! — przerwała księżna. — Serce moje pozostało zimne, oczy suche, ramiona nieruchome, czyż to nie są dowody?
— Dostojna pani, jeżeli nie masz innych, nie mogę, zgodnie z sumieniem, zbijać opinii całej rady.
Księżna rzuciła dokoła siebie ponure spojrzenie.
— Widzicie, że się wcale nie omyliłem — szepnął kardynał na ucho księcia Mortemart — jest w tem zarodek waryactwa.
— Panowie! Panowie! — zawołała księżna. — Czyście mnie już osądzili?
— Uspokój się pani i zaufaj nam — odrzekł Lamoignon, — wszyscy tu obecni szanują cię i kochają, wszyscy, a w pierwszej linii, ten oto dostojny książę, który dał pani swe imię!
Księżna opuściła głowę, a Lamoignon mówił dalej z odcieniem surowości w głosie.
— Postępuj, pani, według swego sumienia i nie obawiaj się niczego. Zgromadzenie nasze nie ma za zadanie karać. Omyłka nie jest zbrodnią, ale nieszczęściem. Krewni twoi i przyjaciele będą mieli dla ciebie, pani, współczucie, jeżeli się omyliła.
— Omyliła! — powtórzyła księżna nie pod-