Strona:PL Feval - Garbus.djvu/320

Ta strona została przepisana.

Kogo powinnam kochać?
Ciebie przedewszystkiem, matko droga! Ale czy tybyś mi za złe miała, że zachowałam miłość dla pierwszej mojej przyjaciółki, wdzięczność dla tej, która wyratowała mnie z wielkiego niebezpieczeństwa? Nie myślę tego. To nie tak ty mnie kochasz.
Henryk przesadza twoją surowość. Więcej w tobie dobroci niż dumy. A przytem ja będę cię tak kochała! Moje pieszczoty nie zostawią ci czasu na surowość!
Byłam więc dorosłą panienką. Służono mi. Mały Janek mógł ujść za mojego pazia. Stara Franciszka wszędzie mi towarzyszyła. Byłam mniej samotną, niż dawniej, ale też znacznie mniej szczęśliwą.
Henryk zmienił się bardzo. Obecne usposobienie jego niepodobne było do dawnego. Stał się zimnym i często smutnym. Zdawało się, że odgradza nas teraz jakaś przeszkoda, a niepodobna skłonić Henryka do żadnych wyjaśnień. Nawet przedemną ukrywa tajemnicę mego istnienia. Odgadywałam, że cierpi i pociechy szuka tylko w pracy. Ze wszystkich stron dobijano się o niego; puszkarze Madrytu licytowali między sobą Cinceladora. Panował u nas teraz dostatek, prawie zbytek.
Medina-Sidonia, faworyt Filipa V mawiał: “Mam trzy szpady, pierwsza szpada złota, oddałbym ją przyjacielowi; druga przybrana brylantami, oddałbym ją kochance, trzecia jest ze stali, ale rzeźbił ją Cincelador; te złożyłbym w darze tylko królowi!”