Strona:PL Feval - Garbus.djvu/340

Ta strona została przepisana.

Janek przyniósł serwetę i rozłożył ją na stole. Z głębi kuchni doszedł silny głos starej Franciszki.
— Firanki nie są dobrze dosunięte, wnusiu. — mówiła, — przesuń je trochę!
Chłopiec wzruszył lamionami, pośpiesznie jednak wypełniając rozkaz.
— Słowo daję! — mruczał. — Ktoś mógłby sądzie, że boimy się conajmniej więzienia!
Janek był mniej więcej w położeniu Aurory. Nie mówiono mu nic z otaczającej ich tajmnnicy, a miał straszną chęć czegoś się dowiedzieć.
— Czy jesteś pewny, że pan nie wrócił przez schody? — zapytała Aurora.
— Pewny? — powtórzył Janek. — Czy można być u nas czego pewnym? Widziałem, jak wchodził garbus. Podsłuchiwałem pode drzwiami.
— To bardzo źle — rzekła surowo Aurora.
— Szło o to, żeby się dowiedzieć czy pan już wrócił. Przecież nie przez ciekawość!
— I nic nie słyszałeś.
— Nic a nic.
— Gdzie on mógł iść? — Westchnęła głośno Aurora.
— A cóż robić panienko — rzekł chłopiec — tylko garbus może to wiedzieć. I to swoją drogą zabawne, że taki człeczyna wykręcony, jak korkociąg, odwiedza pana kawalera chciałem powiedzieć mistrza Ludwika! A nam nie wolno nawet zajrzeć tam! Mistrz Ludwik przychodzi i odchodzi przez tylne drzwi.