Strona:PL Feval - Garbus.djvu/362

Wystąpił problem z korektą tej strony.

nie zwracała na to uwagi. Co ją obchodził ten ruch? Ale w jednym powozie dojrzał dwie kobiety wystrojone na bal: matka i córka. Łzy [1] napełniły jej oczy.
— Może moja matka jest tam także, — pomyślała.
Było to prawdopodobne i możliwe. A więc z większą uwagą przypatrywała się teraz wspaniałościom powozów i karet. Poza murami Palais-Royal domyślała się większego jeszcze przepychu. Budziło się w niej jakieś niejasne pragnienie, które rosło ciągle Zazdrościła tym młodym wystrojonym dziewczynom, które miały perły naokoło szyi, perły i kwiaty we włosach, zazdrościła im nie pereł, nie kwiatów, ale tego, że siedziały koło swych matek. Potem nie chciała już patrzyć, bo zdawało jej się, że wesołość ta urąga jej smutkowi. Te radosne okrzyki, ruchliwe tłumy, wesołe śmiechy, to światło i echo grającej już orkiestry przygnębiało ją i drażniło. Ukryła rozognioną głowę w chłodnych rękach.
Tymczasem w kuchni Janek odgrywał przy swej babce, poczciwej Franciszce, rolę kuszącego węża. Dzięki Bogu nie miał dużo naczyń do zmywania. Aurora i mistrz Ludwik zużyli dziś tylko po jednym talerzu. Zato w kuchni uczta była obfita. Franciszka i Janek mieli jedzenia dla czterech.

— Teraz — mówił chłopiec — pójdę na koniec ulicy popatrzeć trochę. Pani Balat mówi, że są tam — wszystkie cuda i rozkosze,

  1. Przypis własny Wikiźródeł Brakujący fragment str. 360 przepisano z wydania „Kawaler la Gardére“ Paul Féval, Państwowe Wydawnictwo „Iskry", Warszawa 1965 r. str. 208