Strona:PL Feval - Garbus.djvu/371

Ta strona została przepisana.

Przypomniała sobie wizytę w ruinach zamku Kajlusów. Ten nocny dramat stanął jej przed oczami. Osoby wczoraj jeszcze nieznane dziś miały już nazwiska.
Dziecko, o którem mówiła oberżystka z Tawides, dziecko, które spało podczas tej strasznej bitwy, to była Flora!...
— Ale zabójca?..
— O czem tak myślisz? — zapytała Flora.
— Myślę o tem nazwisku Gonzaga, — odparła Aurora.
— Dlaczego?
— Zanim ci odpowiem, chciałabym wiedzieć, czy go kochasz?
— Średnio. Mogłabym go była kochać, ale on tego nie chciał.
Aurora milczała.
— No, mów! — zawołała dona Kruz, uderzając niecierpliwie nogą w podłogę.
— Gdybyś go kochała... — zaczęła Aurora.
— Mów prędzej!
— Ponieważ jest twoim opiekunem, mężem twojej matki...
— Siarczyste! — zaklęła szczerze, mniemana panna Nevers. — Czyż mam ci wszystko powiedzieć? Widziałam ją, moją matkę! Szanuję ją bardzo, więcej nawet, kocham, bo ona ogromnie cierpiała ale na jej widok serce moje nie zabiło żywiej, ramiona nie roztworzyły się mimowoli! Ach, Auroro — przerwała z namiętnością — bo mnie się zdaje, że powinno się