Strona:PL Feval - Garbus.djvu/384

Ta strona została przepisana.

— Jesteś odważna, bardzo odważna! — szeptała Flora. — Ale naprawdę ten dyabeł jest rzeczywiście elegancki. Masz racyę, staraj się być najpiękniejszą, to nigdy nie szkodzi.
Aurora, dona Kruz i dwie pokojówki weszły do sypialnego pokoju. Franciszka z Jankiem pozostali sami w jadalni.
— Co to za jedna ta dziewczyna? — zapytała poczciwa kobieta.
— Jaka dziewczyna, babciu?
— Ta w różowem domino.
— Czarnuszka? Ona ma prześliczne błyszczące oczy, babciu.
— Widziałaś jak wchodziła?
— Nie, była tu przedemną.
Franciszka Berichon zamyśliła się na chwilę.
— Powiem ci prawdę — rzekła głosem niezwykle poważnym i uroczystym. — Ja nie rozumiem z tego nic a nic.
— Chcesz, babciu, żebym ci to wytłumaczył?
— Słuchaj, Janku, jeżeli chcesz mi zrobić przyjemność....
— Ach, babciu, ty chyba żartujesz! Czy ja chcę ci zrobić przyjemność...
— To nie wtrącaj się, gdy ja co mówię, — przerwała staruszka. — Nikt mnie nie przekona, że niema w tem czegoś złego.
— Ależ nic a nic, babciu!
— Nie powinniśmy byli wychodzić. Ludzie są źli. Kto wie, czy to nie pani Balat nas wywiodła.