Strona:PL Feval - Garbus.djvu/482

Ta strona została przepisana.

uśmiech znikł z jej twarzy. Poczęła iść szybko przez ogród.
— Odzyskam córkę! — wołała jak szalona.
— Odzyskam ją! Nigdy już, nigdy nie ujrzy tego człowieka!
Lagarder także był szalony, szalony ze szczęścia, wdzięczności i wzruszenia.
Skierowała się ku pawilonowi regenta.
— Miej nadzieję! — powtarzał. — Dobrze słyszałem, powiedziała: Miej nadzieję! Ach, jak się pomyliłem co do tej kobiety! Powiedziała: Miej nadzieję! Czyż ja prosiłem ją aż o tyle? Ja, com się z nią targował o jej szczęście, nie ufałem jej, myślałem, że nie dosyć kocha swą córkę. Och! Jakże ja będę ją teraz kochał! Z jaką radością oddam w jej ramiona Aurorę!
Przeszedł aleję grabową i skierował się do wodotrysku który nie był już oświetlony i pustka panowała w tej części ogrodu. Pomimo szału radości, nie zaniedbywał potrzebnych środków ostrożności, aby uniknąć pościgu. Kilka razy skręcał w ciemne uliczki, potem powracając prędkim krokiem dotarł do budki stróża Breana.
Zanim wszedł do niej. rzucił dokoła bystre spojrzenie. Nikt go nie śledził. Wszędzie było pusto. Tylko zdawało mu się, że słyszy jakiś szmer opodal, w szałasie indyjskim. Czyjeś kroki prędko się oddalały. Lagarder otworzył drzwi budki i wszedł do wnętrza.
W pierwszej chwili nie dojrzał Aurory, ale, rozejrzawszy się dobrze, spostrzegł przy