Strona:PL Feval - Garbus.djvu/484

Ta strona została przepisana.

dzień nieświadomości, a jednak nie wiem dziś nic więcej, niż wczoraj.
Lagarder patrzał na nią i zdawał się marzyć.
— Ale ja się nie skarżę — mówiła dalej z uśmiechem. — Gdy ciebie widzę, zapominam, że tak długo czekałam, jestem szczęśliwa... Nareszcie pokażesz mi bal i zabawę...
— Bał się skończył, — rzekł Lagarder.
— To prawda, nie słychać już wesołych głosów, które dochodziły aż tutaj, naigrawać się z biednej samotnicy. I od dawna nie widziałam też nikogo na tych uliczkach, z wyjątkiem tej kobiety.
— Auroro — przerwał jej Lagarder z powagą — proszę cię, powiedz mi, dlaczego myślałaś, że ta kobieta jest moja nieprzyjaciółką?
— I znowu mnie przestraszasz! — zawołała młoda dziewczyna. — Czyżby to była prawda?
— Odpowiedz, Auroro. Czy sama przechodziła koło twego okna? Nie towarzyszył jej jakiś pan w pięknym świetnym kostyumie. Miał na sobie niebieski sznur założony na krzyż.
— Nie wymówiła jego nazwiska?
— Nie, ale wymówiła twoje. Dlatego przyszło mi na myśl, że może właśnie z tobą się rozstawała.
— Odpowiedz mi dokładnie, Auroro, czyś słyszała, co ta kobieta mówiła, przechodząc: koło twego okna?