Strona:PL Feval - Garbus.djvu/516

Ta strona została przepisana.

— Wasza królewska wysokość mnie nie zna — rzekł, — zwracam słowo waszej wysokości. Z ofiarowanej mi wolności, która mi się należy, biorę tylko dwadzieścia cztery godzin. To wszystko, co mi potrzeba, aby zdemaskować nikczemnika i aby zatryumfowała sprawiedliwość. Dosyć tych upokorzeń! Podnoszę głowę i, na honor mego imienia! słyszycie, panowie? Na mój honor, honor, Henryka Lagardera który wart jest waszego, przyrzekam przysięgam że jutro o tej samej porze, księżna Gonzaga będzie miał córkę i Nevers zostanie pomszczony albo ja sam oddam się w niewolę waszej królewskiej wysokości! Możecie zebrać sędziów.
Skłonił się regentowi i odsunął zastępujących mu drogę.
— Ustąpcie, korzystam z praw moich — rzekł.
Gonzaga wyszedł wcześniej przed nim.
— Ustąpcie, panowie — powtórzył Filip Orleański. — A pan jutro o tej porze staniesz przed sędziami i na Boga, uczynię sprawiedliwość!
Stronnicy Gonzagi pospiesznie opuścili salę, rola ich była już tutaj skończona.
Regent pozostał przez chwilę zamyślony z czołem opartem na ręku.
— Oto dziwna spraw, panowie! — rzekł w końcu.
— Zuchwały hultaj! — odparł naczelnik policyi.
— Albo bohater dawnych czasów — wyszeptał regent, a głośno dodał — zobaczymy to jutro.