Strona:PL Feval - Garbus.djvu/59

Ta strona została przepisana.

— Zawsze szczęśliwy w miłości! — szeptał Paspoal, rumieniąc się po uszy.
— Zawsze taki sam trzpiot? — pytał Gaskończyk. — Szalona głowa!
— Morderca łotrów i hultajów, a taki słodki i miękki względem słabych!
— A jak gra! Nie dba o przegraną! — Rzuca złoto przez okno!
— Wszystkie występki w nim! Ręko Boska! I wszystkie cnoty!
— Pędziwiatr!....
— A serce!... Złote serce!
Za ostatnie słowa Paspoala, Kokardas uścisnął go namiętnie.
— Za zdrowie małego Paryżanina! Za zdrowie Lagardera! — wołali wszyscy hurmem.
Karig i jego towarzysze podnieśli? entuzyazmem kubki w górę.
Wypito zdrowie stojąc.
— Ale, do wszystkich dyabłów! — zawołał Joel Jugan, Bretończyk, stawiając na stole kubek — powiedzcie nam nareszcie, kto to jest ten wasz Lagarder!
— Aż nam w uszach dzwoni od tych pochwał! — dodał Saldani. — Kto on? Zkąd on? Co porabia?
— Mój kochanku — odrzekł Kokardas, — on jest taki sam dobry szlachcic, jak król. Zkąd on? Z ulicy Croix-des-Petits-Champs. Co porabia? Baraszkuje. Wiecie już? Jeżeli chcecie wiedzieć więcej, dajcie wina!