Strona:PL Feval - Garbus.djvu/665

Ta strona została przepisana.

Garbus klęczał wciąż przed siedzącą na fotelu Aurorą.
Dona Kruz chciała stanąć pomiędzy nimi, ale on ją odsunął, mówiąc:
— Proszę dać spokój.
Mówił cicho, ale głosem tak dziwnie zmienionym, że dona Kruz odsunęła się mimowoli, otwierając szeroko oczy. Zamiast zwykłego, skrzeczącego pisku garbusa, usłyszała głos łagodny męski o dźwięku głębokim i melodyjnymi. Głos ten wymówili imię Aurory..
Młoda dziewczyna zadrżała w objęciach dony Kruz. Potem szepnęła:
— Ja śnię.
— Auroro moja! — powtórzył garbus ciągle na klęczkach.
Aurora zakryła twarz rękami. Poprzez drżące jej palce płynęły łzy. Dona Kruz stała z wytrzeszczonemi nieruchomo oczami, z otwartemi usty. Ci, co na nią patrzyli poprzez uchylone drzwi galeryi, rozumieli, że Hiszpanka ulega czarowi.
— Na Boga — zawołał Navail. — To blizkie cudom.
— Pst! Patrzajcie! Ta druga też zdaje się ulegać jakiejś nieprzepartej sile.
— Garbus ma jakiś talizman, czy urok!
Tymczasem Aurora rzeczywiście coraz widoczniej poddawała się urokowi głosu garbusa.
— Ja śnię! — szeptała z płaczem. — To straszne! Przecież wiem, że on nie żyje!
— Auroro moja! — powtórzył garbus po raz trzeci i gdy dona Kruz chciała się odezwać,