Strona:PL Fr Rawita-Gawroński - Taras Szewczenko i Polacy.djvu/06

Ta strona została uwierzytelniona.

czasie (około r. 1843) Szewczenko, przebywając często w domu Repnina, kochał się nie bez ukrytej wzajemności, w córce księcia Barbarze. Jej też poświęcił Triznę. „Twój dobry Anioł — powiada — oświecił mnie swemi nieśmiertelnemi skrzydłami i cichą swoją harmonijną mową obudził marzenia o raju“.[1] Ale i w dalszej nawet korespondencji między nimi nie padło słowo miłość, chociaż muzykę jego słychać było często. W tym jednym domu mógł znaleźć Szewczenko ucieczkę od towarzystwa „moczymordów“ i podnietę dla swego ducha.
Gdy tylko był swobodny nieco, uciekał najchętniej do polskiej poezji i literatury, szukając tam, jakby dla samej sprzeczności z życiem otaczającem go, wypoczynku, umocnienia i podniety.
Z języków cudzoziemskich — pisze towarzysz współczesnego życia poety A. Czużbinskij — Szewczenko znał tylko język polski i wiele dzieł w tym języku przeczytał. Ja także wówczas zajmowałem się literaturą polską; miałem więc sporo polskich książek i pism. W złą pogodę Szewczenko często nie wstawał zupełnie z łóżka; leżał i czytał. On nie lubił Polaków — była to nieprawda jak się okaże później — ale do Mickiewicza czuł jakiś osobliwy pociąg. Znając Byrona z przekładów rosyjskich, Szewczenko czuciem artystycznem odgadywał w nim wszechludzką siłę poetycką, ale przekłady Mickiewicza wprawiały go zawsze w entuzjazm, — szczególnie znane Pożegnanie z Czajld-Harolda. Przekład ten w niczem nie ustępuje oryginałowi i odznacza się melodyjnością i harmonją wiersza. Szewczenko często powtarzał strofę:

Sam jeden błądzę po świecie szerokim
I pędzę życie tułacze
Czegoż mam płakać? Za kim i po kim?
Kiedy nikt po mnie nie płacze.[2]


Kilkakrotnie zabierał się on do przekładu lirycznych utworów Mickiewicza, ale nigdy nie kończył i rozrywał je na kawałki. Niektóre przekłady wypadały bardzo dobrze, ale gdy tylko coś wydawało się Szewczence nie dość melodyjnem, rwał na kawałki i wszystko niszczył.“ Miał nawet mówić do towarzysza: „sam los widocznie nie życzy sobie, abym polskie pieśni przekładał“.[1]


III.

Trzeci okres twórczości poetyckiej Szewczenka przypada na lata jego wygnania. Musimy jeszcze raz zaznaczyć, że nie piszemy biografji znakomitego poety ruskiego; musimy jedynie dotknąć tych linji stycznych jego życia, które mieć mogą związek z naszym tematem. Pragniemy dać czytelnikom szkic literacki, literacko-psychologiczny, poniekąd pragniemy wskazać punkty zwrotne w rozwoju talentu Szewczenki, aby wykazać, że wpływ polskiej kultury umysłowej i politycznej nie pozostał bez śladów w duszy tego poety, którego życie pełne jest tak niezwykłych przejść, że żadna wyobraźnia nie w stanie byłaby stworzyć nic podobnego. Wrodzona iskra boża genjuszu przełamała najcięższe zapory i wydobyła na wierzch wszystko co najpiękniejszego i najbrutalniejszego posiada dusza wieśniaka ruskiego. Ani biografja, ani krytyka utworów i talentu poety nie jest wcale moim zamiarem.
W czerwcu 1847 roku przez Orenburg wysłano Szewczenkę do Orska, lichego powiatowego miasteczka o dwóch do trzech tysięcy mieszkańców Tatarów, Kirgizów, Mordwy i trochę Moskali, gdzie wcielono go jako szeregowca do 5-go bataljonu 3-ej roty, linjowego Orenburskiego bataljonu. Ponieważ rząd rosyjski szykował ekspedycję nad morze Aralskie i pragnął mieć rysunki i pomiary, przeznaczył do tej ekspedycji Wernera jako inżyniera, i Szewczenkę jako rysownika. Ktoby to był ów Werner? Niewiemy. W ogóle powiedzieć należy, że pobyt Szewczenka na wygnaniu, a w szczególności o ile dotyczy to stosunku z Polakami, jest znany bardzo niedokładnie, a oceniany jeszcze gorzej. Może pamiętniki Polaków, którzy w owym czasie w bataljonach Orenburskich służyli, jeśli kiedy na jaw wyjdą, rozjaśnią i uplastycznią te chwile z życia poety.
W Orenburgu, po przybyciu Szewczenki, powitany on został nader życzliwie przez liczne grono Polaków, którzy już tam pokutowali za „marzenia“ — jak mówiono — odbudowania ojczyzny. Byli tam Bronisław Zaleski, znany z wielu prac i procesu Kraszewskiego, Zygmunt Sierakowski, Sowa-Żeligowski, Florkowski, Turno i w. in., którzy już powitali Szewczenkę, jako kolegę wspólnej niedoli, bądź po nim do Orenburga przybyli. Wyjątkowa ich inteligencja i wykształcenie, aureola męczeństwa za wolność, która zawsze dźwiękiem swoim magiczny wpływ wywiera na ludzi odczuwających niewolę, skupiły koło nich, po za plecami „naczalstwa“ gromadki życzliwie usposobione dla wygnańców. Między nimi był Karol Gern, adjutant Obruczowa, wielki przyjaciel Polaków, który tąż samą przyjaźnią otoczył i nowego przybysza.

Po ukończonej ekspedycji Aralskiej, Szewczenko wrócił do Orenburga. Znalazł się tu w gronie życzli-

  1. 1,0 1,1 Czużbinskij: Wospominanija o T. G. Szewczenkie. Str. 11 i 12.
  2. Co do wpływu Mickiewicza na Szewczenkę mamy dwie broszury: Osyp Tretiak Pro wpływ Mickiewicza. Broszura malutka zarówno treścią jak i objętością i nieszczególnym językiem pisana.
    Drugim broszura Kołessy: Pro wpływ Mickiewicza — głębsza i obszerniejsza. Cytuję z pamięci, może przeto tytuł nie jest zbyt dokładny.