Strona:PL Frances Hodgson Burnett - Tajemniczy ogród.djvu/156

Ta strona została uwierzytelniona.
ROZDZIAŁ XV.

BUDOWANIE GNIAZDKA.


Po całym tygodniu deszczu ukazała się znów wesoła, błękitna kopuła niebieska, a słońce poczęło silnie przygrzewać. Mary bawiła się doskonale, choć nie mogła marzyć o ujrzeniu przez cały ten czas tajemniczego ogrodu i Dicka. Tydzień prędko jej minął. Po kilka godzin dziennie spędzała z Colinem w jego pokoju, opowiadając mu o radżach, albo o ogrodach, albo o Dicku i o domku na stepie. Oglądali razem piękne książki z obrazkami, czasem Mary czytywała Colinowi, to znów Colin jej głośno trochę poczytał. Gdy bywał zajęty i rozbawiony, nie wyglądał wcale na kalekę, i tylko twarz jego, tak przerażająco blada, i leżenie po całych dniach na sofie dawały mu pozór ułomnego.
— Z panienki to przebiegłe stworzonko, żeby nasłuchiwać i z łóżka wstawać, i dochodzić, gdzie się tam co dzieje — rzekła raz pani Medlock. — Choć, po prawdzie, to jakby błogosławieństwo dla nas wszystkich. Toć on nie miał ani razu napadu furji, ani łez, odkąd się ta przyjaźń z panienką datuje. Pielęgniarka już chciała rzucić miejsce, ale teraz chętnie zostanie, bo panienka za nią pracuje i jest przy nim na posterunku — dodała, uśmiechając się.
W rozmowach swych z Colinem była Mary bardzo prze-