Strona:PL Fredro Aleksander - Nieznany zbiór poezyj.djvu/086

Ta strona została uwierzytelniona.


„Daruię“ rzekł „łańcuchy méy własnéy roboty,
Niech Męże niemi karzą żon swoich sromoty,
A każdy z Bogów i każda Bogini        65
Niech na wsparcie niesczęsnych dar iaki uczyni;
Tak iuż postąpiłem, tak postąpić radzę“ —
Jowisz naypiérwszy zwiększa Mężów władzę;
Czuiność Iunona; Bachus pragnienie
By piiąc, troski biegły w zapomnienie;        70
Wenera miłość zdwoić zapowiada;
Drogą cierpliwość Minerwa dokłada;
Inni gdy myślą nad zwierzonym losem,
Kupido co się tulił na łonie u Matki,
Z cicha pieścliwym odezwie się głosem:        75
„Próżne są wasze dziś Bogowie datki,
Ja im naywiększą chcę wyswiadczyć łaskę,
Oto dam moię tę z oczu przepaskę;
W ręku Hymena zawsze wzrok zasłonię,
Tak usczęsliwie męża, podobam się żonie;        80
Kto iaśno widzi sobie niedogodzi,
Lecz kto złego niewidzi, ten sczęście znachodzi —
Skończył Chłopczyna z figlarnym uśmiéchem,
Wszyscy go chwalą, biorą dar z pospiechem,
Iedynie Wulkan więcéy się domaga; —        85
Miota przeklęstwa, wszystkiém grozi, łaie,
Drudzy niemilczą, każdy zdanie daie,
Gniéw się roznieca, kłótnia bardziéy wzmaga,
Iuż słów niesłychać, nikt się nierozumié,
Ieden głos tylko po Olimpie szumi,        90
Iak grzmot co górne przebiega sklepienia —
Gdy władny Jowisz z złotego siedzenia
Wzruszył berłem; ucichli Bogowie —
„Czemuż ta zwada“ Pan piorunu powie,
„Niegodni Ludzie kłócić Niesmiertelnych grono, —        95
Niechay Merkury biegnie z Kupida zasłoną,