Strona:PL Friedrich Schiller - Zbójcy.djvu/32

Ta strona została przepisana.

Racman. Albo na wojnę przeciw fr...om wyruszyć — znam jednego doktora, na drzwiach napisano, że sobie z samego merkuryusza dum wybudował.
Szwajcer podając rękę Szpigelbergowi. Maurycy! Tyś wielki człowiek, albo chyba ślepa świnią żołądź znalazła.
Szwarc. Wyborne plany! Szlachetne rzemiosło! Jak to wielkie głowy na jedno wpadają! Braknie tylko żebyśmy się w kobiety lub rajfurki zapisali, albo z naszem panieństwem na targ poszli.
Szpigelberg. Kpiny! kpiny! Kto przeszkadza, żebyście wszystkiem nie byli w jednej osobie? Mój projekt najdalej was popędzi i w dodatku da sławę i nieśmiertelność. Zważcie tylko, nieuki: trzeba wzrokiem aż tam sięgać — myśleć o chwale potomnej, o słodkiem uczuciu nieśmiertelności...
Roller. I pomiędzy najznamienitszymi wpisać się na listę uczciwych ludzi. Z ciebie mówca nad mówcami, Szpigelberg, gdy idzie o to, by poczciwego człowieka na łajdaka przerobić. Ale, powiedzcie który, gdzie się Moor podziewa?
Szpigelberg. Poczciwego człowieka, powiadasz? Czy myślisz, że potem mniej poczciwym będziesz, jak dzisiaj! Co ty poczciwym nazywasz? Bogatemu skąpcowi zdjąć z karku trzecią część trosków, co mu złoty sen z powiek spędzają, pleśniejący pieniądz w obieg puścić, równowagę mienia nanowo zaprowadzić, jednem słowem złoty wiek przy-