Strona:PL G Füllborn Tajemnice stolicy świata.djvu/348

Ta strona została przepisana.

Ale Fursch nie miał chwili do stracenia, inaczéj byłby niezawodnie poszedł za tym odgłosem — mimowolnie i nie zatrzymując się, poznał tylko, że przez odległe krzaki musiało przechodzić dwoje ludzi.
Wiemy kto oni byli.
Gdy się zbliżył do cmentarnego muru, leżącego w głębokim cieniu starych, rozwijających pączki drzew, znowu mu przyszło na myśl, że na niego nastawiono pułapkę. Ta obawa przejmowała go w każdém zdarzeniu, i ona to właśnie skłaniała go do tém śpieszniejszego ustąpienia z drogi wszystkim uciążliwym ograniczeniom; w Londynie, a témbardziéj w Rio, wszystko mu będzie wolno.
— Ta osoba koniecznie coś na tém skorzysta, mruczał, myśląc o liście i o przyrzeczeniach przedtem jeszcze otrzymanych, prócz tego musi mieć bardzo znakomite stosunki, bo jakżeby inaczéj mogła dostać potrzebne papiery? Wreszcie co to mnie ma obchodzić? Oto tam prze chadza się ona w cieniu tam i napowrót — więcéj nie widać żadnéj ludzkiéj istoty.
Mocno otulona mniszka odwróciła się i słuchała — wkrótce miała wybić dwunasta — nie mogła pojąć, że zaproszony na tę schadzkę tak długo na siebie czekać każę.
Wtém nagle odłączył się jakiś cień od drzew przy drodze stojących — wielka i na pozór pięknego wzrostu mniszka stanęła.
— Kto jesteście? spytała z cicha.
— Ten, na którego oczekujesz pobożna siostro!
— Czémże tego dowiedziecie?
— Tym listem, który pisaliście!
— Napisać kazaliście, chcecie zapewne powiedzieć — mniszce nie wolno pisywać do ludzi świeckich! Wybrałam tę nocną godzinę na schadzkę dla tego, aby się nikt o niéj nie dowiedział!
— Bądźcie spokojni, pobożna siostro! Skoro od was