Strona:PL Gabriela Zapolska - Sezonowa miłość.djvu/115

Ta strona została uwierzytelniona.

w ten upał, ofiara kłamstwa i konwenansu. Łyka kurz, praży się w słońcu, a obok niej ze znudzoną miną wlecze się Pita.
Niema nikogo na gościńcu, nawet z werand pouciekano w głąb willi i chałup — niema więc dla kogo prostować się, zachowywać linii i roztaczać wdzięki.



XII.

Stosunki willi »Lewkonia« z chałupą Obidowską powoli się normują i układają.
Nie jest to przyjaźń nadzwyczajna, ale zwykła sezonowa zażyłość.
A więc przedewszystkiem te panie przesyłają sobie wzajemnie rutynowane i wprawne w swym zawodzie wyzyskiwaczki, noszące masło, jaja i rozmaite inne »konieczne« do utrzymania egzystencyi ludzkiej nadzwyczajności.
Pani Warchlakowska jest »zawołaną« gospodynią. A więc skupuje garnki masła zjełczałego, chude kury, grzyby — słowem całe stosy żywności, zdolne nakarmić załogę okrętu, mającego perspektywę zimowania wśród lodów. Wszystko się przyda, a więc willa »Lewkonia« pachnie grzybami, kwaśnem mlekiem, owczym serem, jak stara spiżarnia.
Ponieważ Pani Warchlakowska ma szczególniejszy dar dominowania nad osobami, które się do niej zbliżają, prędko ujarzmiła Tuśkę i, wygłosiwszy zdanie, że kobieta, nie znająca się na kuchni, jest ciężarem społeczeństwa, zmusiła Tuśkę do tego, że i ta zaczynała »znać się na kuchni«.
A więc najniepotrzebniej i w chałupie Obidowskiej zjawiły się wianki grzybów i serki owcze, które mogły się przydać...