Strona:PL Gabriela Zapolska - Sezonowa miłość.djvu/232

Ta strona została uwierzytelniona.
XXIII.

Rzeczywiście wyjątkową kobietą była matka Porzyckiego.
Nie była to jedna z tych nudnych doskonałości, które mrożą sobą i po prostu dręczą.
Lecz była to kobieta dobra w całem słowa tego znaczeniu.
Dokoła niej był jakiś jasny krąg, pełen pobłażliwości i wielkiej, nieprzebranej dobroci.
Ta kobieta posiadła wiele.
Zrozumiała, iż większem poświęceniem jest dobrze dla innych umrzeć.
Więc żyła dla innych — dobra i cicha.
Wykołysana miłością, kołysała tak samo miłością tych, którzy od niej zawiśli. Miała ręce pełne pieszczot, usta słów dobrych, a serce pełne dobrych czynów. Nie miała w księdze życia swego zapisanych bohaterskich postępków, ale miała nakreślone całe szeregi niweczonych czynów złych, przez wpływ swej wielkiej dobroci.
Nie pogardzała nigdy najdrobniejszymi przejawami życia, bo czuła w nich nierozerwalność łańcucha, który powoli zbliża nas w krainę cudów. Spokojem, graniczącym z niezwykłością hartu duszy, wywoływała w tych, którzy się do niej zbliżali, uspokojenie i dążenie do hartowania się na rozterki życiowe.
Była cicha i małomówna, blada i uśmiechnięta, a miła w każdym geście, w każdem słowie. Zdawało się, że stąpa ponad ziemią, tak szła lekko i wdzięcznie.
Srebrne nici, któremi jej włosy przeplecione były i wyraz jej ust, gdy milczała, mówiły jej dolę i historyę jej życia.
Gdy siedziała, otulona ciemnem okryciem, ze swą piękną, spokojną twarzą, z rękami smukłemi, białemi, jak płatki lilii, miała wdzięk akacyi, bielącej się nad czarnym marmurem grobu, w którym spoczęło ciało sprawiedliwego człowieka.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .