Strona:PL Gabriela Zapolska - Sezonowa miłość.djvu/88

Ta strona została uwierzytelniona.
IX.

Noc.
Oparta o poduszki, przy świetle jednej świecy, przysłonionej zielonym abażurkiem, leży Tuśka, okryta kołdrą, kocem, peleryną, serdakiem, kołnierzem futrzanym i jedwabną halką. — Taka sama ilość odzieży jest nagromadzona na kołdrze Pity. Przejmujące zimno przeszywa ciało Tuśki. Mała śpi, znacząc się jasną plamą anemicznej twarzy w zagłębieniu poduszek.
Tuśka trzyma w zziębłej ręce książkę Mirbeau, ale nie czyta zajmujących dziejów plotkarki przedpokojowej.
Niezadowolona z siebie, ze swego postępku względem dziecka, którego nieufność i żal odczuwa mimo uśpienia, w jakiem jest pogrążone, Tuśka nie może zasnąć i czuje, że krew jej bije do głowy i hukiem uszy wypełnia.
Długo w noc nigdy nie czuwała, mając na uwadze od dzieciństwa nabrane przeświadczenie, iż dla kobiety bardzo zgubną rzeczą jest oddawać się nocnym rozmyślaniom, bo te nic dobrego z sobą nie przynoszą.
Zresztą tam — na Wareckiej, gdy się położy, zasypia prawie bez zwłoki i już, jak przez sen, słyszy, jak mąż nakręca zegarek, wyjmuje z kieszeni drobne pieniądze, scyzoryk, ołówek i składa je na marmurze szafki. — On zwykle gasi świecę, a kiedy — ona nie wie — tak jest senna i znużona. Lecz tu, w Zakopanem, gdzie wszystko jakoś dzieje się inaczej i przewrotnie, Tuśka w żaden sposób zasnąć nie może. Zdarzenia dnia nabierają nadzwyczajnej plastyczności i cisną się ku niej z taką siłą, że ją dręczą i niepokoją. Nieprzyjemnie jej także, że lekarz powiedział przy Picie, iż ona, Tuśka, jest zupełnie zdrowa i płuca jej nie są zaatakowane. — W Warszawie, pragnąc koniecznie wyjechać, forsowała nutę swej choroby i mąż silnie był przejęty owem »zajęciem szczytów«, które wymagało natychmiastowej opieki. Obecnie legenda upadała i ona sama nie miała nawet wytłómaczenia przed sobą